header

Marcelina & Przemek

Uwielbiam spacery po górach! Wybieram co prawda te łatwiejsze szlaki, ale jak tylko mi się nadarzy okazja wyjazdu na górskie spacery to nie odmawiam 😉 Szczególnie polubiłem Pieniny, zwłaszcza jesienią. Jest wtedy jeszcze ciepło, a kolory otoczenia, które serwuje Pani Jesień niemożebnie cieszą oczy 🙂 I właśnie na wycieczkę w takich okolicznościach wybraliśmy się z Marceliną i Przemkiem.

Sesja narzeczeńska jest zawsze świetną okazją do poznania się bliżej, spędzenia razem czasu, zapoznania się z obiektywem – dzięki temu macie możliwość zaznajomienia się z moim stylem pracy, a i w dniu ślubu jest o ten jeden stresujący element mniej 😀 Nie wspominając już o tak prozaicznej zalecie sesji narzeczeńskiej jaką jest pamiątka w postaci zdjęć 😉 Dlatego zawsze staram się przekonać każdą Parę do takiej sesji. A już szczególnie gdy słyszę: „nie jesteśmy modelami/nie jesteśmy fotogeniczni/nie przepadamy jak nam się robi zdjęcia” – chodźcie więc na sesję narzeczeńską! Zobaczycie, że to nie jest takie straszne, można się wyluzować i świetnie przy tym się bawić! 🙂 Gwarantuję, że będziecie pozytywnie zaskoczeni 🙂

Wracając do tematu wycieczki w Pieniny na zdjęcia z Marceliną i Przemkiem 😉 Podróż do Szczawnicy minęła nam na rozmowie, podobnie jak i spacer do schroniska „Pod Durbaszką”. Chwilę odpoczęliśmy i zabraliśmy się do pracy 😉 Marcelina ma naturalną lekkość do pozowania przed obiektywem, a i Przemek rozkręcał się z każdym ujęciem co raz bardziej. W drodze powrotnej powiedział nawet, że mu się podobało i koniecznie musimy umówić się jeszcze raz na zdjęcia! Tak było! 😉 Było duuużo uśmiechów, dużo czułości i rozanielonych spojrzeń w oczy. Był stylowy kapelutek. Były zapierające dech w piersiach górskie widoki. Był zjawiskowy zachód słońca, który podkreślił ciepłą, jesienną scenerię i któremu zawdzięczaliśmy piękne kolory. A na koniec były gwiazdy. Nie tylko „moje” dwie gwiazdy przed obiektywem, ale i całe ich mnóstwo na nieboskłonie 🙂 Tak, to zdecydowanie był bardzo udany i owocny wypad na sesję narzeczeńską w góry! Jakby to powiedział Obi-wan Kenobi: „another happy landing” 😉